The iPhone 14 Pro Max, Apple’s latest flagship, offers cutting-edge features and impressive performance. With a sleek design, it boasts a 6.7-inch ProMotion XDR display, providing stunning visuals and smooth interactions. Wypróbuj sklep Mac App Store. Przeglądaj i pobieraj aplikacje z gatunku Zdjęcia i wideo na iPada, iPhone’a lub iPoda touch w sklepie App Store. W sklepie App Store znajduje się szeroki wybór aplikacji z gatunku Zdjęcia i wideo na urządzenia iOS. iPhone XS, iPhone XR, and later; iPad Pro 12.9-inch (3rd generation and later) iPad Pro 11-inch (1st generation and later) iPad Air (3rd generation and later) iPad mini (5th generation and later) To make sure that a video taken in Cinematic mode can be edited on another supported device, use iCloud Photos or AirDrop. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd. iPhone 11 Pro Max to „najbardziej „wypasiony” model z linii 11. W testowanej przez nas konfiguracji, czyli z 256 GB pamięci wbudowanej (w żadnej nie ma możliwości rozszerzenia jej kartą pamięci), kosztuje około 6500 zł. Za wersję z 512 GB trzeba zapłacić tysiąc złotych więcej. Czytając więc ten tekst pamiętajmy, że mówimy o urządzeniu, za które będziemy w stanie kupić dwa flagowe smartfony androidowej konkurencji, ekskluzywny notebook czy w miarę sprawny, mały samochód. Zacznijmy od początku, czyli od przenoszenia się z telefonu z systemem Android na telefon z IOS. To budziło mój niepokój, zwłaszcza, że w pamięci miałem jeszcze moje boje przy przenoszeniu kontaktów i SMS-ów z telefonu z Windowsem na iPhona, podczas próby przejścia na ten system przez moją żonę (nieudanej zresztą). Okazało się, że obawy były bezpodstawne, wszystko jest bardzo proste i intuicyjne, tyle, że trzeba zrobić to przy pierwszej konfiguracji. Ja, jak to ja, najpierw skonfigurowałem telefon, a dopiero potem zacząłem się zastanawiać, jak przenieść na niego kontakty i SMS-y. Błąd. Po nieudanych próbach skorzystania z zewnętrznych aplikacji po prostu przywróciłem iPhona do ustawień fabrycznych i jeszcze raz, krok po kroku, zainstalowałem wszystko, wraz z kontem Googla i beckupem danych. Drugim krokiem było znalezienie w App Store wszystkich używanych przeze mnie na Androidzie aplikacji. Z tym też nie miałem najmniejszego problemu, wszystko było, zamieniłem nawet klawiaturę Apple na swoją ulubioną klawiaturę Googla i mniej więcej po godzinie zabawy miałem przed sobą telefon z iOS minimalnie różniący się od telefonu z Androidem. Czyli – czułem się jak w domu. Jedną z dwóch rzeczy, która w iPhonie ujęła mnie najbardziej, było działanie. 11 Pro Max nie jest najszybszym telefonem na świecie, ale nigdy nie miałem do czynienia z taką płynnością. Odblokowywanie telefonu, otwieranie aplikacji, przechodzenie między nimi, w połączeniu ze świetnymi gestami sprawia, że żadnego smartfona nie używało mi się w tym kontekście tak przyjemnie. Oczywiście procesor Apple A13 w towarzystwie z 4 GB RAM (co w świecie Androida ledwie starcza do dobrego działania, ale w świecie idealnie zoptymalizowanego iOS jest wartością wystarczającą do wszystkiego) nie daje jakichkolwiek powodów do narzekań w codziennej pracy, także gry (np. Fortnite), robią piorunujące wrażenie. Kilka słów należy poświęcić budowie, bo choć telefon jest solidny, a plecki z matowego szkła bardzo ładne, to jednak nie można powiedzieć, by był piękny czy nawet oryginalny. Androidowa konkurencja popędziła do przodu ze swoimi bezramkowymi konstrukcjami, dziurami w ekranie czy małymi wcięciami w kształcie kropli na kamerki do selfie, a iPhone został z gigantycznym notchem, zajmującym niemal całą górną część wyświetlacza. Apple broni się tym, że umieścił tam specjalne czujniki do skanowania twarzy, dzięki czemu jest to najbezpieczniejszy na świecie sposób na odblokowanie telefonu. Wchodzimy więc w spór co lepsze – bezpieczeństwo, czy praktyczność i uroda. Osobiście stawiam na to drugie, bo wystarczają mi zabezpieczenia uzyskiwane zwykłą kamerką do selfie, ale z drugiej strony rozumiem też tych, którzy wybiorą bezpieczeństwo, zwłaszcza że tylko Face id jest akceptowane jako zabezpieczenie w aplikacjach bankowych. Nie da się jednak ukryć, że telefon z przodu wygląda identycznie jak iPhone X i cała grupa starszych androidowych smartfonów na czele z Xiaomi Mi 8. Czyli dość staro. Tył to trochę inna bajka, wszystko przez trzy oczka obiektywów, które wraz z diodą doświetlającą zostały umieszczona na kwadratowej wyspie ulokowanej w lewym górnym rogu. Jest niesymetrycznie i niezbyt pięknie, bo np. w Huaweiu Mate 20 Pro, który ma podobną „płytę indukcyjną”, ulokowano ją pośrodku plecków i to jakoś wygląda. Złośliwi powiedzą, że chodzi o to, by z daleka było widać że mamy najnowszy model iPhona i być może coś w tym jest. A mi osobiście to specjalnie nie przeszkadzało, w końcu 99 proc. czasu z tym telefonem spędziłem patrząc nie na jego plecy, ale na wyświetlacz. A ten jest doskonałej jakości, panel OLED ma przekątną 6,5 cala, rozdzielczość 1242 x 2688 pixeli i ich zagęszczenie na cal na poziomie 456. Co przekłada się na doskonałą jakość wyświetlanego obrazu w każdej sytuacji, nawet w słoneczny dzień na dworze. Skłamałbym jednak, gdybym napisał, że jest to jakość, jakiej nie znajdę u konkurencji – miewałem do czynienia z lepszymi ekranami. Sporym zaskoczeniem in minus jest podatność na zarysowania. Testowy egzemplarz miał bardzo dużo drobnych i jedną większą rysę, szkło ochronne wydaje się więc w tym wypadku nieuniknione. Nigdy natomiast nie miałem do czynienia z taką jakością zdjęć. I znów – nie mam zamiaru rozstrzygać, czy fotografie z iPhona 11 Pro Max są technicznie lepsze od tych np. z Samsunga Note 10 czy Huaweia P30 Pro, bo wszystkie są doskonałe, a wchodzenie w jakościowe szczegóły nigdzie nas nie doprowadzi. Ale o żadnym telefonie nie mogłem do tej pory napisać, że robi „bajkowe” zdjęcia. Bo takie właśnie określenie pasuje moim zdaniem najbardziej do tego, co tu możemy uzyskać. To oczywiście moja subiektywna opinia, ale mając do czynienia z wieloma smartfonami z najwyższej fotograficznej półki dawno nie mogłem powiedzieć o jakimś „wow”. A tak właśnie tu się działo. Fotografie mają doskonałą plastykę, odwzorowanie kolorów, rozpiętość tonalną, są ciepłe, ostre i szczegółowe a tryb portretowy zachwyca. Do tego po raz pierwszy w iPhonach mamy szeroki kąt, czyli coś, co w smartfonach z Androidem jest od dawna chlebem powszednim, tu zaś nowością, ale dzięki temu zupełnie nie czułem, by czegoś mi brakowało. Trzy aparaty z tyłu (zwykły, tele i szeroki kąt, po 12 MP każdy, jest oczywiście OIS czyli optyczna stabilizacja obrazu) i jeden 12 MP z przodu zapewniają taką jakość, że nie przeszkadzał mi nawet brak trybu profesjonalnego. Choć niektórzy pewnie będą na to narzekać. Tryb nocny nie jest tak efektowny jak we flagowcach od Huaweia, ale jest i sprawuje się nie najgorzej. Rewelacyjnie wglądają za to filmy kręcone tym telefonem, najwyższa rozdzielczość to 4K a stabilizacja obrazu i jakość zbieranego dźwięku są doskonałe. Doskonałe są też głośniki zewnętrzne, to chyba najlepsze stereo z jakim miałem do czynienia w smartfonie. iPhone 11 Pro Max świetnie odtwarza też muzykę na słuchawkach. Oczywiście wyjścia mini-jack brak. Bardzo dobra jest jakość połączeń głosowych, jest NFC i działa Apple Pay, możemy więc telefonem płacić, a GPS (z przyzwyczajenie używałem map Googla a nie Appla) prowadzi nas doskonale. Bateria ma niecałe 4000 mAh i sprawuje się świetnie, telefon wytrzymywał mi zazwyczaj dwa dni bez ładowania. W zestawie znajdziemy szybką 18-watową ładowarkę, którą naładujemy smartfon w około 1h 20 min. Oczywiście jest także ładowanie indukcyjne. Żeby nie było tak różowo – w iPhonie prócz tych, które już wymieniłem wcześniej (brak karty pamięci czy wejścia mini-jack) jest też jeszcze kilka innych braków. To brak diody powiadomień i Always on Display oraz możliwości dzielenia ekranu. W sumie jednak telefon jest bardzo udany i nie ukrywam, że gdzieś z tyłu głowy pojawiła się nawet myśl – a może by tak…, która natychmiast uciekła, gdy spojrzałem na koszt urządzenia (oraz stan swojego konta). Bo nawet jeśli w niektórych dziedzinach iPhone 11 Pro Max jest od smartfonów z Androidem lepszy, to w innych przegrywa, a różnica w cenie przemawia jednak na jego niekorzyść. Z drugiej strony rozumiem już osoby, które od lat tkwią w ekosystemie Apple ze wszystkimi jego urządzeniami i nie chcą z niego wyjść. Dla nich iPhone jest wydatkiem obowiązkowym, a cenę chcąc nie chcąc muszą po prostu przełknąć. Boli, ale myślę, że przez lata już się przyzwyczaiły. Jakby na to nie patrzeć, płacą za doskonałe urządzenie. Za wypożyczenie iPhona do testów dziękujemy Orange Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję iPhone 13 Pro to jeden z najlepszych smartfonów dostępnych obecnie na rynku. Znany wygląd i znany system nie przyćmiewają świeżego wyświetlacza oraz zupełnie nowego aparatu. Dłuższe działanie na baterii sprawia, że od smartfona nie możemy się oderwać, ale czy to wystarczy by zapłacić za niego całkiem sporą sumę? Sprawdź test Apple iPhone 13 Pro. iPhone 13 Pro nie tylko dobrze wygląda, ale przede wszystkim działa lepiej niż jakikolwiek inny iPhone w swojej historii. Zasługuje na miano najwydajniejszego smartfona z logiem nadgryzionego jabłka z kilku powodów. Czy jednak zmiany w „trzynastce” zasługują na to, by wyjąć pieniądze z portfela i popędzić do sklepu po jego zakup? Odpowiedź dla każdego ManiaKa smartfonów może być nieco inna. Czy warto kupić iPhone 13 Pro? A jeśli już się zdecydujemy to, co otrzymamy za kilka tysięcy złotych? Czy iPhone 13 Pro ma jakieś wady, o których nikt nie mówi? I czy jest sens wymieniać „dwunastkę”? Wszystkiego dowiesz się już za chwilę – przed Tobą test iPhone 13 Pro. Zanim jednak przejdziesz do części testowej – zapoznaj się z moimi pierwszymi wrażeniami z unboxingu. Apple iPhone 13 Pro – zaczynam testy mojego nowego smartfona. Co chcielibyście wiedzieć? Przypominam, że polskie ceny serii iPhone 13 startują z poziomu 3599 złotych. Wyświetlacz pozytywnie zaskakuje, a ProMotion działa wyśmienicie iPhone 13 Pro zyskał nowy, wyświetlacz Super Retina XDR z technologią ProMotion. W moim poprzednim smartfonie – iPhonie XS był jedynie ekran Super Retina HD. Tak więc XDR w połączeniu z ProMotion dają frajdę i świeżość, której absolutnie się nie spodziewałem. Wydawało mi się, że wyświetlacz w moim starym smartfonie jest naprawdę świetny, dopóki nie zacząłem korzystać z „trzynastki'. ProMotion od Apple zostało stworzone z kolei w taki sposób, aby system sam uczył się naszych zachowań i dostosowywał swoje działanie pod użytkownika. Oznacza to po pierwsze, że jeśli animacje będą wymagały szybszego odświeżania – to takie właśnie właściwości dostaniemy. Z kolei, gdy na ekranie niewiele będzie się działo to w celu oszczędzania baterii – system obniży częstotliwość odświeżania obrazu. Apple iPhone 13 Pro / fot. Niby proste, intuicyjne, ale w rozmowach ze znajomymi, którzy mają ProMotion w innych smartfonach z Androidem przyznali oni plusa Apple. Właśnie za to UX’owe podejście względem optymalizacji wykorzystania tej technologii. Nie sztuką jest bowiem włączyć ProMotion, które szybko wydrenuje baterię. ProMotion naprawdę daje radę i nawet bez zestawienia starego smartfona z nowym obok siebie zwyczajnie czuć różnicę w płynności. Urządzenie dostosowuje się pod palec użytkownika, a tekst jest ostry i wyraźny nawet w czasie scrollowania. Konsekwencją tego wszystkiego jest fakt, że nowym ekranem w iPhonie 13 jestem wręcz zachwycony. To jeden z tych momentów, gdzie nie wiedziałem, że czegoś potrzebuję dopóki nie zacząłem tego używać. PS. To samo mogę powiedzieć o Always On Display w Apple Watchu – nie było to istotne udoskonalenie, ale teraz nie wyobrażam sobie Apple Watcha bez tego udogodnienia. Czekam już tylko na adopcję tejże funkcjonalności również na iPhonie. Apple iPhone 13 Pro / fot. iPhone XS miał kontrast 1 000 000:1, a jasność maksymalna wynosiła 625 nitów. iPhone 13 Pro ma kontrast 2 000 000:1, a jego jasność maksymalna wynosi 1000 nitów (800 nitów w iPhone 12 Pro) i 1200 nitów w HDR. To właśnie takie rzeczy w specyfikacji sprawiają, że ekran jest inny niż w XS, a w czasie słonecznego dnia każdy element obrazu będzie dobrze widoczny. Dużo pisało się o mniejszym wycięciu w ekranie, zaś samo Apple po prostu przemilczało ten aspekt w swoich promocyjnych kampaniach czy w czasie konferencji. W gruncie rzeczy mniejszy notch nie zmienia niczego – ikony są tak samo ulokowane – nie ma żadnych zmian poza tym, że są trochę większe ze względu na większą przestrzeń. A szkoda, bo można by już spokojnie wrzucić po prawo chociażby % baterii, a po lewo wskaźnik siły sygnału. Najciekawsze wydaje się być jednak przerzucenie głośnika z notcha na samą ramkę ekranu. Wygląda to trochę dziwnie, karykaturalnie, ale nie jest to coś, o czym będę rozmyślać dłużej niż pisałem ten akapit. Apple iPhone 13 Pro / fot. Bateria jest znowu lepsza. Więcej czasu bez kabla to porządny plus Bądźmy szczerzy – Apple przez lata przyzwyczaiło nas do tego, że w swoim smartfonie nie zwiększało pojemności baterii. Czasem nawet ją delikatnie obniżało, a to, że nowy smartfon działał dłużej było wynikiem jedynie tego, że pod maską pojawiał się nowy procesor. Zapotrzebowanie energetycznie w zależności od procesu zmieniało się i sprawiało, że czasem smartfon potrafił wytrzymać obiecaną liczbę godzin na jednym działaniu, innym razem pozytywnie zaskakiwał, a czasem wręcz przeciwnie. iPhone 13 Pro przynosi ponownie większą pojemność baterii we wszystkich flagowcach tej serii. Rok temu, przy okazji premiery iPhone’a 12 bateria otrzymała większe ogniwo. W 2021 roku temat został powtórzony i można chyba zacząć mówić, że Apple wreszcie zaczyna odrabiać prace domowe. Apple iPhone 13 Pro / fot. Nawet o 200 mAh większa bateria w iPhonie to zmiana, która w połączeniu z nowszym układem zwyczajnie „robi robotę”. iPhone 13 Pro nie dość, że optymalnie dostarcza energię pod różne procesy to jeszcze faktycznie potrafi działać na jednym ładowaniu dłużej niż poprzednie smartfony z logiem nadgryzionego jabłka. Kolejne procenty nie uciekają tak szybko, jak dawniej. Dla przykładu po naładowaniu baterii do 100% zeszło mi jedynie 20% w czasie 12 godzin. Robiłem wtedy kilkadziesiąt zdjęć – głównie w trybie nocnym, wysyłałem je oraz wiadomości tekstowe poprzez komunikator, czy uploadowałem do chmury. Muszę przyznać, że to niezły wynik. Nie wyłączałem żadnej funkcji poza modułem 5G, który w mojej ocenie jest całkowicie zbędny, a może dodatkowo drenować baterię. Niestety, przy zakupie – nie da się z niego przecież zrezygnować. Nie zrobiłem więc porównania i testów tego podzespołu, ale jeśli się nie mylę to jest on taki sam, jak w „dwunastce”. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple zapewnia aż o 5 godzin dłuższe nieprzerwane wyświetlanie wideo na jednym ładowaniu w iPhone 13 Pro, aniżeli w iPhone 12 Pro. Dla porównania z iPhone XS różnica wynosi aż 8 godzin. To przepaść. Zdradzę wam coś, co zaskoczyło mnie równie pozytywnie, co ProMotion w wyświetlaczu. Ładowarka USB-C o mocy 20W, którą trzeba dokupić jako osobne akcesorium dla iPhone’a 13 Pro może nie jest szczytem perfekcji, ale nie sądziłem, że stanie się dla mnie udogodnieniem. W podróży bywało, że problemem dla mnie była poprzednia ładowarka USB-A 5W. Przy sporym ogniwie czas ładowania smartfona był horrendalnie długi. iPhone 13 Pro / fot. Z nowym akcesorium widzę, że kolejne procenty naładowania baterii podskakują, jak oszalałe. Trochę śmiesznie, trochę strasznie, ale przez ostatnie kilka lat Apple w końcu (tak, jak wspomniałem wcześniej) zaczęło odrabiać prace domowe w tym aspekcie. iPhone’a 13 Pro naładuję szybciej, a bateria wytrzyma dłużej. Ostatnim plusem przesiadki z XS na 13 Pro jest zmiana kabla do ładowania. USB-C jest natywnym portem w nowych MacBookach toteż w końcu mogę wrócić do starego nawyku podłączania smartfona bezpośrednio do laptopa w celu jego naładowania. Dotychczas musiałem korzystać ze specjalnego huba. Mniej sprzętu to wygodniejsza i przede wszystkim przyjemniejsza oraz płynniejsza praca. Apple iPhone 13 Pro / fot. Potrójny aparat, który zmienił mnie w profesjonalnego fotografa iPhone już od lat był wykorzystywany do różnych akcji. Kręcono na nim ujęcia do znanych seriali czy filmów. Tworzono za jego pomocą zdjęcia na okładki popularnych magazynów. Co roku wydaje się, że największą nowością są zmiany w aparacie. Wysepka na iPhonie urosła znacząco, ale to nie jedyne zmiany. Apple wytrwale pracuje nad oprogramowaniem, które obecnie bardziej „tworzy samo zdjęcie”, aniżeli użytkownik. Poniżej możecie zobaczyć – jak ogromna jest różnica w wielkości wyspy na iPhone XS, iPhone 12 Pro oraz iPhone 13 Pro (spójrzcie na logo Apple ;)) fot. Apple W jednej sekundzie działa mnóstwo procesów, a obraz jest rozkładany na czynniki pierwsze, analizowany, składany ponownie i prezentowany użytkownikowi w poprawionej wersji. I tak za każdym pociągnięciem migawki (a nawet już po otworzeniu aplikacji Aparat, ale jeszcze przed zrobieniem zdjęcia). Do tego dochodzi wideo, gdzie iPhone 13 Pro uzyskał Cinematic Mode. Tryb Filmowy w aparacie to nowość zarezerwowana dla wersji Pro i Pro Max. I chociaż samo Apple chwali się tym trybem promując go to jednocześnie pierwsze recenzje wskazywały, że nie jest on jakoś nadzwyczajnie wyjątkowy. Dla mnie to efekt, którego raczej nie będę używał na co dzień. Można powiedzieć, że to „fajny bajer”. Tryb Filmowy to tak naprawdę bokeh nałożony na elementy obrazu znajdujące się w oddali. System sam znajduje np. twarze w kadrze i w zależności od naszego ruchu smartfonem lub osoby znajdującej się kadrze – wyostrza daną rzecz/osobę. Możemy sprawić, by tak się stało również manualnie poprzez stuknięcie w ekran. Fajne, ale czy jakieś nadzwyczajne? Niekoniecznie – cała magia dzieje się w oprogramowaniu nakładającym rozmazanie. Apple iPhone 13 Pro / fot. Natomiast tworzenie obłędnych zdjęć to norma. Pierwszy iPhone z podwójnym aparatem „zrobił robotę” tak samo, jak pierwszy z potrójnym. iPhone 13 Pro posiada przeprojektowany system soczewek i inne przysłony, a więc obiektywy są mówiąc krótko – lepsze. Wpuszczają one więcej światła, więc zdjęcia są jeszcze bardziej ostre i wyraziste niż w poprzednich modelach. Aparaty wciąż mają tylko 12 megapikseli, ale to całkowicie wystarcza na pole do popisu. Teleobiektyw: przysłona ƒ/2,8 Obiektyw szerokokątny: przysłona ƒ/1,5 Obiektyw ultraszerokokątny: przysłona ƒ/1,8 Jedyny minus to fakt, że w trybie nocnym wciąż pojawiają się refleksy – prawdopodobnie od szkła, które gdzieś latają na obrazie i niestety są zapisywane przez system. Sprawia to, że czasem nawet najlepsze zdjęcie może otrzymać niepożądane dodatki. Niektórzy na to nie zwracają uwagi, inni ich nie cierpią. Dotyczy to głównie trybu nocnego – zobaczcie na zdjęciach. iPhone 13 Pro posiada także możliwość tworzenia pięknych makrofotografii. Dla mnie, jako amatora tego typu zdjęć to coś, na co czekałem od dawna. Wreszcie można stworzyć niesamowite zbliżenia. Mamy także po raz pierwszy 3x zoom optyczny (dotychczas 2x). Ciężko przetestować wszystko w krótkim czasie, ale mogę śmiało powiedzieć, że warto było czekać. Imponuje jakość zdjęć i ich ostrość w pełnym oświetleniu. Mamy też HDR 4, system OIS z automatyczną stabilizacją matrycy czy format ProRAW dla profesjonalistów (jedno zdjęcie w tym trybie to około 25MB). Pojawia się też znany skaner LiDAR do obsługi portretów w trybie nocnym, szybszego autofocusu w słabym świetle czy zadań specjalnych w rozszerzonej rzeczywistości. Do tego ultraszerokokątny obiektyw pozwalający „zmieścić więcej na jednym zdjęciu”. Jako posiadacz podwójnego aparatu w iPhonie XS było to coś czego zazdrościłem wszystkim smartfonom z Androidem i nowszym iPhone’om. Teraz wreszcie mogę robić niesamowite ujęcia i czuję, że patrząc na to wszystko – iPhone 13 Pro robi ze mnie profesjonalnego fotografa. >>>Zobacz zdjęcia przykładowe w pełnej rozdzielczości Na koniec w tej sekcji jeszcze jedno – 12 Mpix przedni aparat w porównaniu do 7 Mpix w iPhone XS to także zmiana, która może się podobać. Tutaj również działa tryb nocny, tryb filmowy, a nawet style fotograficzne – coś o czym nie wspominałem, aczkolwiek nie uważam, aby było to bardzo przydatne. Ktoś może faktycznie je włączyć, zamiast obrabiać zdjęcia w późniejszym czasie – i od razu wszystkie dostosują się do wybranego stylu, ale… no właśnie – zazwyczaj sam chcę dostosować styl każdego zdjęcia i często w innym programie. Apple A15 Bionic i iOS 15 – czego chcieć więcej? Pod maską mamy nowy czip Apple A15 Bionic, który od A14 jest wydajniejszy o około 15-20%. Nie dużo, ale w porównaniu z każdym kolejnym, starszym iPhone’m to zmiana staje się coraz większą przepaścią. W porównaniu do „dwunastki” mamy 5-rdzeniowy zamiast 4-rdzeniowy układ GPU. A15 Bionic to 6-rdzeniowe CPU z 2 rdzeniami zapewniającymi wydajność i 4 rdzeniami energooszczędnymi, wspomniane 5-rdzeniowe GPU oraz 16-rdze­niowy system Neural Engine. Dobrze, że wreszcie podstawowy model zaczyna się od 128GB pamięci wewnętrznej. Poprzednie 64 GB zdecydowanie już były niewystarczające. Apple iPhone 13 Pro / fot. Pod maską znajdziemy także moduł 5G, WiFi 6 (WiFi 5 w iPhone XS). Dodajmy do tego obsługę dwóch kart eSIM (jedna w 12 Pro) i nieco lepsze głośniki niż w iPhone XS (czym Apple się nie chwali) i mamy porządny zestaw do wszystkiego. iPhone 13 Pro posiada także klasę IP68 zgodną z normą IEC 60529, co oznacza, że jego maksymalna głębokość zanurzenia w wodzie to 6m w czasie do 30 minut. Sam smartfon jest także grubszy o kilka milimetrów niż iPhone 12 Pro (7,65 mm vs. 7,4 mm), jak również cięższy (203g vs. 187g). Całość doskonale współgra z nowym system iOS 15, który posiada całkiem sporo udoskonaleń względem iOS 14. O wszystkim możecie poczytać niżej: iOS 15, watchOS 8 i iPadOS 15 już dostępne. Przedstawiamy wszystkie nowości Podsumowanie testu iPhone 13 Pro – wady i zalety iPhone 13 Pro to taka „dwunastka S”, ale każdy kto ma starszego iPhone’a będzie zadowolony z przesiadki na niniejszy model. Po pierwsze dlatego, że iPhone 13 Pro ma nową konstrukcję, nawiązującą do starszych iPhone’ów (4 czy 5). Po drugie dlatego, że posiada wyświetlacz XDR i ProMotion. Po trzecie, bateria po kilku latach jest już trochę zużyta, a ogniwo w „trzynastce” jest o wieeeele większe niż w chociażby w XS. Z kolei każda nowa wersja systemu z założenia wymaga nowszych rozwiązań. Po czwarte – przeskakujemy z dwóch na trzy obiektywy i w końcu dostajemy szerokokątny. Wreszcie, po piąte – zyskujemy szybsze ładowanie i kabel USB-C (tak, wiem – można dokupić, jako akcesorium, ale po co?). W mojej ocenie liczba „za” w tym przypadku zmienia dyskusję. iPhone 13 Pro – zalety To właśnie bateria i lepszy aparat były dwoma aspektami, które sprawiły, że przesiadłem się z iPhone XS na 13 Pro. Poniekąd także dla układu A15, który jest prawie o 100% szybszy od A12 (3 lata różnicy). Tak więc przesiadłem się dla tego, co pod maską – bo z zewnątrz iPhone 13 Pro niczym szczególnym mnie nie urzekł. O samych zaletach bardzo dużo napisałem wyżej. W iPhone’ach jest tak, że nieważne czy smartfon ma 3 czy 4 GB pamięci – dla przeciętnego użytkownika to zbędna wiedza, aczkolwiek może ją doczytać w specyfikacji (jeśli ma taką potrzebę). Układ A15 spełnia swoje zadanie, bowiem kultura pracy smartfona jest po prostu nienaganna. Jedyną uciążliwością są błędy oprogramowania wieku dziecięcego, ale Apple naprawi jest w kolejnych aktualizacjach. Apple iPhone 13 Pro / fot. Sam, transfer danych ze starego urządzenia na nowe odbywa się obecnie ta, że ten proces mogłoby już przeprowadzić nawet dziecko. Jesteśmy prowadzeni za ręce w przegrywaniu danych i wymazywaniu smartfona. Później zostaje nam już tylko ponowne dodanie kart kredytowych do Apple Pay czy logowanie do niektórych aplikacji. iPhone 13 Pro – wady O dziwo, iPhone 13 Pro nauczył się także rzekomo przegrywać dane i parować na nowo z zegarkiem Apple Watch. Do tych rewelacji podszedłem ostrożnie. O ile sam proces transferu danych jest prosty i przyjemny to jednak zegarek nie mógł się połączyć z nowym iPhone’m. Ostatecznie musiałem go wymazać, przywrócić z kopii zapasowej i potem jeszcze zainicjować restart obu urządzeń w odpowiedniej kolejności, bo nie chciał mi liczyć kalorii. Coś, co naprawdę może być irytujące i liczę, że Apple jeszcze się do tego przyłoży. Druga istotna wada, która przychodzi mi na myśl to odbłyski na zdjęciach w trybie nocnym, które powstają w zależności od tego, jak ustawimy smartfon. W tej kwestii nic nie zmieniło się od wcześniejszych modeli. W iPhonie XS i starszych takie rzeczy po prostu nie były zauważalne. W nowszych smartfonach jest to coś na co nie każdy zwraca uwagę. Z drugiej strony tego rodzaju „błyski” mogą zepsuć nawet najlepsze zdjęcie”. Inna wada? Trochę wysoka cena i brak podstawowych akcesoriów w pudełku. iPhone 13 Pro / fot. Mam także mieszane odczucia, jeśli chodzi o wagę smartfona. Nawet sobie nie wyobrażam, jak niekomfortowy musi być iPhone 13 Pro Max. Różnica pomiędzy XS a 13 Pro w calach jest niewielka. W samej wadze, w bezpośrednim porównaniu – odczuwalna tylko trochę. Natomiast… przy oglądaniu serialu na Apple TV+, odczuwam dyskomfort w trzymaniu tak ciężkiego smartfona. Nie miałem identycznego problemu z iPhone XS. Smartfon na jeden nadgarstek jest zwyczajnie za ciężki. iPhone 13 Pro wygląda masywnie i z roku na rok staje się coraz bardziej grubą cegłą. Mam nadzieję, że Apple odwróci ten trend, ponieważ przy rosnących calach taki smartfon staje się coraz mniej ergonomiczny. Ostatnim moim negatywnym odczuciem jest już nie tyle sam gabaryt smartfona, co zwyczajnie jego kształt. Opływowy, znany od iPhone’a 6 wydawał mi się być idealny. iPhone 3G najlepiej leżał w dłoni (ale do projektowania wnętrza na pewno był totalnie niewygodny), zaś iPhone XS to poezja w kompromisie pomiędzy gabarytami, ekranem, ciężarem a kształtem. Niestety, ale biorąc poprzednika do swojej dłoni czuję ulgę i właściwie mam same pozytywne odczucia. Nie podobał mi się kanciasty iPhone 12 i nie podoba mi się zbytnio 13. Tak samo nie chciałbym, aby tego rodzaju design trafił do Apple Watcha 8. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Apple iPhone 13 Pro / fot. Ostatnia wada to brak 3D Touch. O ile na Apple Watchu już kompletnie zapomniałem o Force Touch (żadne aplikacje i tak tego nie wykorzystują), o tyle na iPhonie XS 3D Touch było super. Haptic Touch w iPhonie 13 Pro jest okej i spełnia swoje zadanie – w większości przypadków. Jednak największa wada to fakt, że działa ono tylko na przycisku SPACJA, na klawiaturze (aby przesunąć kursor) – w XS na całej klawiaturze, co jest super niewygodne, bo znowu muszę się przestawiać. Po drugie – Haptic Touch jest dramatycznie wolne w porównaniu do 3D Touch. W Centrum Kontroli przełączanie do widoku szczegółów trwa wieczność i to mimo ustawienia działania tej funkcji na „Szybko”. Za 3D Touch będę tęsknił… Ostatnia wada, o której nikt nie mówi – nie ma opcji w iOS 15 na pozostawienie zwykłego zdjęcia po jego zrobieniu. W iPhonie XS mogłem mieć w bibliotece zwykłe zdjęcie i zdjęcie HDR. Tutaj zostaje tylko HDR, a nie każde zdjęcie HDR wygląda dobrze i mi to osobiście przeszkadza. Oczywiście do tych elementów powyżej zdążę się przyzwyczaić i możliwe, że nawet o nich zapomnę, tak jak zapomnieliśmy o przycisku Touch ID czy mini-jacku. Niesmak i lekki dyskomfort jednak jest realny. Czy warto kupić iPhone 13 Pro? iPhone 13 Pro wygląda obłędnie i nie potrzebuje nawet złotego koloru, aby „świecić”. Zasługą tego jest nierdzewna stal chirurgiczna, sama konstrukcja, grube ramki wokół obiektywów i szkło, które wygląda niczym oszronione na jego pleckach. Nigdy nie warto używać dla smartfona tzw. twardych etui wykonanych z plastiku czy jego domieszek. Żadne twarde elementy nigdy dobrze nie będą współpracowały ze stalą, bo ją porysują. Miękka kabura, wsuwka, pokrowiec, czy silikon albo etui z TPU – tylko to dobrze potraktuje naszego smartfona. Ewentualnie ramki z TPU i plecki, które mogą być twardsze. Wygląd to jednak nie wszystko – smartfon musi dobrze działać. iPhone 13 Pro spisuje się tak, jak każdy iPhone, który miałem do tej pory – działa dobrze tam, gdzie wcześniej. Nie kupuję kota w worku, a sprawdzony sprzęt, jego kolejną iterację, która będzie działać tak samo – a właściwie lepiej. Znam ten system, jego możliwości i wiem, jakie potrzeby wypełni. Nie ma tutaj dramatycznych niespodzianek, nie ma też głębokich rozczarowań. Każdemu kto ma iPhone 12 nie polecałbym inwestycji w 13 – zdecydowanie lepiej poczekać na 14. Z kolei dla posiadaczy iPhone’a 11 zmiany będą już większe, ale wciąż wydaje się niezbyt jasne – czy faktycznie warto porzucać 11 na rzecz 13? Odpowiedź można zawrzeć w ramach znanego „to zależy” – co jest dla nas ważne: Czy chcemy powrócić do kwadratowych boków smartfona? Czy mamy pieniądze? Czy chcemy robić tylko nieco lepsze zdjęcia? Czy chcemy, aby smartfon działał dłużej na baterii o kilkadziesiąt minut? W zasadzie to wszystko. Każdy kto ma iPhone XS lub starszego – z przesiadki będzie już z kolei pozytywnie zadowolony. Aparat9,0 Bateria8,5 Ekran9,0 Jakość9,0 Wydajność w grach9,5 ZALETY Zadowalający czas działania na baterii Świetny wyświetlacz OLED z ProMotion Bardzo dobry dźwięk stereo Świetny, potrójny aparat z 3x zoomem optycznym Szybki procesor A15 Wystarczająca pamięć w podstawowym modelu (128 GB) Znakomity tryb Makro, bardzo dobry tryb Nocny i poprawny tryb Filmowy w aparacie Płynny proces przenoszenia danych Wodoodporność, odporność na zakurzenia i inne WADY (Subiektywnie) kanciasta bryła Waga - ciężki i nie do końca poręczny Wysoka cena Brak 3D Touch i wolna responsywność Haptic Touch Niepotrzebny moduł 5G Refleksy na niektórych nocnych zdjęciach Wciąż brak Touch ID i Always On Display Jeśli lubisz narzekać, nie kupuj iPhone’a 11. Tak napisałem po dwóch tygodniach z iPhone’em 11, tak piszę i teraz, siedem tygodni od dnia zakupu. Mogę bez mrugnięcia okiem powiedzieć, że moje dotychczasowe doświadczenie z najnowszym smartfonem Apple’a jest najbardziej pozbawioną niespodzianek przygodą ze smartfonem, jaką miałem od… nie pamiętam od kiedy. Być może w znaczy to oczywiście, iż jest to sprzęt pozbawiony wad. To od nich zacznę więc tę recenzję. Największą wadą iPhone’a 11 jest oczywiście jego cena. Jakby na to nie patrzeć, ten telefon nie jest wart absurdalnych 3599 zł za wersję z komicznymi 64 GB pamięci na dane. Patrzę na leżącego obok OnePlusa 7T (2599 zł, 8/128 GB) i wciąż mnie serce boli, że musiałem wydać ponad 1000 zł więcej na iPhone’a, który – obiektywnie – potrafi dużo ceny do jakości w iPhonie 11 jest dramatycznie zły. Nie da się temu zaprzeczyć. Błyskawicznie widać też największą wadę sprzętową nowego iPhone’a – ekran. Czy może raczej szkło, którym ekran jest pokryty. Mateusz Nowak tuż po premierze opisał historię, jak to zbiorowo porysowaliśmy nasze iPhone’y, nieopatrznie zbliżając do siebie szafirowe szkło obiektywów aparatu i się jednak, że to nie tylko kwestia szafiru. Ekrany nowych iPhone’ów są po prostu zrobione z takie mam wrażenie, gdy patrzę pod światło na długie, długaśne, gargantuiczne rysy pokrywające ekran mojego egzemplarza, choć chucham i dmucham, i dbam o niego bardziej niż o jakikolwiek inny smartfon kiedykolwiek. Ba, nawet etui kupiłem, choć tego nie znoszę. A mimo tego ekran iPhone’a 11 jest okrutnie że tych rys nie da się w sensowny sposób przedstawić na zdjęciach. Możecie mi jednak wierzyć, że serce mi krwawi każdego wieczora, gdy iPhone przestawia się w tryb ciemny i widzę każdą ryskę jak na dłoni. Jeśli planujesz zakup tego telefonu, dolicz od razu koszt instalacji szkiełka hartowanego na ekran. drobnych wad konstrukcyjnych muszę też ponarzekać na wystający aparat - bez etui nie ma szans, żeby położyć telefon na płasko na pleckach, co dodatkowo zwiększa potencjał uszkodzenia drogiego telefonu. Nie mam zamiaru pastwić się tutaj nad ograniczeniami iOS-a, choć jako wieloletniego użytkownika Androida nieco mnie one uwierają. Wiedziałem jednak, w co się pakuję i to samo powiem każdemu, kto będzie płakał, że „nie można przesyłać plików przez Bluetooth, hurr, durr!”, czy gadał inne kocopoły na system operacyjny tego telefonu. iOS to iOS, kropka. Kupując iPhone’a musisz wiedzieć, w co się pakujesz – na temat różnic między iOS i Androidem powstał na oko bazylion artykułów w Internecie, wystarczy mogę jednak zaprzeczyć, że kilka drobiazgów solidnie działa mi na nerwy. Np. to, że Zdjęcia Google albo się synchronizują albo nie, do tego w aplikacji na iOS nie mogę wybrać folderu na urządzeniu, by wyświetlić zdjęcia pochodzące tylko z iPhone’a. Do szału doprowadza mnie brak sklepu w aplikacji Amazon Kindle – dotychczas wszystkie książki z Amazonu kupowałem poprzez aplikację na smartfona, ale na iPhone’ach zrobić tego nie można, sklepu w aplikacji po prostu nie irytujących drobiazgów jest sporo, ale im dłużej używam iPhone’a, tym bardziej widzę, że to nie wady, a cechy systemu. Cechy, do których z czasem człowiek się po prostu przyzwyczaja, jak choćby do statycznych rzędów ikon, które na początku nudziły i uwierały, a teraz… są mi po prostu obojętne. Nie mam już 16 lat, żeby definiować telefon przez możliwość zmiany kolorków motywu przewodniego czy układania ikon w dowolnym miejscu wyświetlacza. Jako ostatnią wadę muszę wymienić przedziwny magnetyzm w stronę „ekosystemu”, jaki wywołuje posiadanie iPhone’a. iPhone to nie tylko telefon. To element ekosystemu sprzętów i aplikacji, a Apple’owi oczywiście zależy na tym, żebyś „złapał je wszystkie”. Firma robi to w bardzo przebiegły, podstępny wręcz sposób. Prawie udało im się złapać mnie na zegarek – mój Fossil z Wear OS nadal nie działa z iOS 13, nowy Garmin Vivoactive 4 miewa problemy z połączeniem (których nie ma na Androidzie), więc zostaje tylko jeden wybór: Apple Watch. Na szczęście (jeszcze) nie uległem, ale było odkąd mam iPhone’a, jak nigdy dotąd korci mnie zakup Maca, z którym iPhone byłby na stałe połączony, ułatwiając wielokrotne przełączanie się między pracą na telefonie i na inny telefon nie wciąga tak w ekosystem produktów danego producenta, bo też żaden inny producent nie ma ekosystemu tak kompletnego, jak Apple. I trudno mi to uznać za zaletę czy cechę – dla mnie to wada. Apple próbuje mnie na siłę przekonywać do zmiany sprzętu i wywołuje u mnie poczucie, że to, co mam teraz, jest niedostatecznie dobre. A przecież to tym jednak koniec wad. W skali tego, jak dobrym telefonem jest iPhone 11, nie mają one zresztą większego iPhone 11 ma ekran o mizernej rozdzielczości (1792 x 828 px), co przy przekątnej ekranu 6,1” powinno wyglądać tragicznie. Tak, ten ekran to IPS, nie AMOLED, co sugeruje, że będzie wyglądał tragicznie. Tyle że… wygląda są odwzorowanie idealnie, kąty widzenia są doskonałe, jasność przebija większość AMOLED-ów na rynku, kontrast jest tak głęboki, jak to tylko możliwe przy ekranie tego typu. Cud, miód i gdy położymy iPhone’a 11 obok OnePlusa 7T czy nawet iPhone’a 11 Pro, ekran wyraźnie odstaje. Brakuje mu „prawdziwej czerni” zgaszonych pikseli, zwłaszcza gdy iOS 13 przechodzi w tryb ciemny. Jednak poza tą prawdziwą czernią naprawdę, naprawdę niczego mu nie brak. Nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej, bo jeśli ktoś mówi, że ekran w iPhonie 11 jest słaby, to znaczy, że po prostu nigdy tego ekranu na oczy nie widział. Wydajność iPhone’a 11 nie pozostawia absolutnie nic do życzenia. Procesor Apple A13 Bionic, 4 GB RAM-u, 128 GB pamięci na dane + optymalizacja Apple’a = telefon śmiga jak żaden inny. Może tylko OnePlus, po części za sprawą 90-hercowego odświeżania ekranu, może się z nim równać. Cała reszta musi się jeszcze wiele nauczyć, by dogonić nowego iPhone’a pod względem płynności i stabilności iOS 13 zaliczył spore turbulencje przy starcie. Przez pierwsze dwa tygodnie od premiery iPhone’a 11 dostałem więcej aktualizacji oprogramowania, niż przeciętny użytkownik Androida przez całe swoje życie. I po tych dwóch tygodniach turbulencje ustały, a iOS 13 – przynajmniej w moich zastosowaniach – działa z idealną, surrealnistyczną wręcz płynnością i nic mi się na nim nie zawiesza. Nigdy nic się nie zacina. W moim egzemplarzu nie występuje też problem z ubijaniem aplikacji w tle, jaki zgłaszają niektórzy użytkownicy – mogę otworzyć 6-8 aplikacji na raz i żadna nie zostanie zamknięta. Ba, mogę zrobić zdjęcie bez przerwy w odtwarzaniu muzyki. Brzmi jak drobiazg, ale znakomita większość smartfonów tego nie strony szybkości i płynności działania iPhone 11 nie pozostawił mi nic do życzenia. Gram w wymagające graficznie tytuły. Odpalam wiele aplikacji na raz. Pracuję na smartfonie z taką samą intensywnością jak zawsze. iPhone 11 ani razu mnie nie zawiódł i wygląda na to, że wydajności nie zabraknie mu jeszcze przez długie lata. W parze z wydajnością idzie solidny zapas energii. „No nareszcie” – chciałoby się powiedzieć. iPhone 11 oraz iPhone 11 Pro nareszcie oferują fe-no-me-nal-ny czas pracy na jednym ładowaniu, zwłaszcza w 11 Pro Max i zwykłej „jedenastce”.Na papierze pojemność akumulatora nie imponuje. To zaledwie 3110 mAh, które przeciętnemu smartfonowi z Androidem wystarczyłyby może na jeden dzień. 11 energii wystarcza na dłużej. W dni, kiedy korzystam z iPhone’a mniej intensywnie, mogę liczyć na spokojne 48 godzin z dala od gniazdka. W mega intensywne dni robocze i wyjazdowe, gdy telefon służy za nawigację, hotspot i mobilne biuro, bez wysiłku wyciskałem z iPhone’a 11 7 godzin czasu pracy przy włączonym ekranie i około 20 godzin łącznie. To kapitalne dziegciu w tej beczce miodu jest brak szybkiej ładowarki w zestawie. Choć iPhone 11 jest w stanie ładować ogniwa z mocą 18 W, to w przeciwieństwie do iPhone’a 11 Pro, który odpowiednią ładowarkę ma w pudełku, do „bieda-iPhone’a” trzeba taką dokupić samodzielnie. W pudełku jest tylko mizerna ładowarka 5 W, która ładuje iPhone’a do pełna w na oko 3 szczęście nikt nie każe nam kupować drogiej ładowarki od Apple’a. Sam rozwiązałem ten problem kupując odpowiednią ładowarkę od firmy Green Cell. Nie ma żadnych problemów z kompatybilnością, było tanio, a do tego jakość wykonania przewodów polskiej firmy to zupełnie inna liga niż łamliwe kabelki Lightning-USB od Apple’a. Aparat zasługuje na (prawie) same pochwały. Wiecie to już zresztą, jeśli czytaliście któryś z tekstów Marcina Połowianiuka: Ile Pro w aparacie iPhone’a 11 Pro? Porównanie aparatu z iPhone’em XSiPhone 11 z gorszym ekranem czy iPhone X z gorszym aparatem? Wybór jest oczywisty Nie będę się tutaj powtarzał. Dwa aparaty o rozdzielczości 12 Mpix, sparowane z obiektywem szerokokątnym i ultraszerokokątnym, robią fenomenalną robotę, zarówno w dzień, jak i w nocy. Nawet uwzględniając nieco rozczarowujący tryb Deep Fusion, który żadnej rewolucji nie wnosi, ten telefon spisuje się kapitalnie jako podręczny aparat blisko dwóch miesiącach muszę też powiedzieć, że ogromnie doceniam jednolitość kolorów między obydwoma aparatami. To ogromna wada smartfonów z Androidem – każdy aparat w danym telefonie nieco inaczej renderuje kolory i produkuje bardzo różne efekty. Często zdjęcia zrobione obiektywem ultrawide wyglądają dużo gorzej od tych zrobionych standardowym iPhonie 11 tak nie jest. Ujęcia z obydwu obiektywów wyglądają równie świetnie za dnia. Szkoda, że po zmroku kapitalny tryb nocny dostępny jest tylko dla zwykłego znalazła się prawie żadna sytuacja przez te dwa miesiące, w której iPhone 11 by mnie zawiódł. Wyjąwszy może kilku sytuacji, kiedy iPhone 11 - jak zresztą każdy inny smartfon - nie poradził sobie z prześwietleniami przy bardzo kontrastowej scenie:Poza tymi drobiazgami efekty są w pełni satysfakcjonujące i - co ważne - na aparacie iPhone'a 11 można polegać. Dotyczy to zarówno zdjęć, jak i wideo. Wideo, które jakością po prostu zmiata każdy smartfon z Androidem na rynku – zarówno pod kątem jakości, świetnego korygowania ekspozycji, nagrywania dźwięku, jak i stabilizacji, która jest po prostu abstrakcyjnie dobra. Nagrania zrobione iPhone’em 11 (z obydwu obiektywów) wyglądają jak kręcone na gimbalu, są tak stabilne:Zresztą, nie musicie wierzyć mi na słowo. Zobaczcie teledysk, który nakręcił iPhone’em 11 znany youtuber, Jonathan Morrison. Do nagrania został wykorzystany tylko iPhone 11 i tani uchwyt do smartfona. Żadnych gimbali, dodatkowego oświetlenia czy dołączanych obiektywów. Efekty? Powalające:Tradycyjnie iPhone’y miały świetne główne aparaty, ale przednie kamerki oferowały jakość iście kartoflaną. iPhone 11 zmienia tę tradycję – przedni aparat robi naprawdę dobre zdjęcia, a do tego nagrywa wideo w rozdzielczości 4K i 60 powiem, że brakuje mi w iPhonie 11 obiektywu telefoto, który ma iPhone 11 Pro. W smartfonach z Androidem korzystam z tej ogniskowej często i gęsto, nie ze względu na „zoom”, a ze względu na bardziej naturalne proporcje dłuższej ogniskowej. I żałuję, że iPhone 11 nie oferuje tego użytkowników woli jednak obiektyw ultraszerokokątny, więc decyzja Apple’a o implementacji właśnie tej ogniskowej jest jak najbardziej słuszna. A też sądzę, że dla tego jednego obiektywu nie warto dopłacać 2 tys. zł do iPhone’a 11 w wersji to wiele razy przy okazji recenzji takich smartfonów jak Galaxy Note 10 czy Note 9 i powtórzę to ponownie przy iPhonie 11 – perfekcja jest codziennym użytkowaniu iPhone 11 jest smartfonem absolutnie i totalnie nudnym. Nie irytuje w żadnej materii. Zawsze działa. Jako geeka martwi mnie też fakt, iż kupno iPhone’a 11 totalnie wyleczyło mnie ze ślinienia się za innymi telefonami. Owszem, gdy wziąłem do ręki OnePlusa 7T przez moment pomyślałem „i na co był mi ten iPhone…”, ale gdy pierwszy raz zawiesiła mi się aplikacja, od razu doceniłem iPhone’a 11 i święty nie uważam, by ten święty spokój wart był aż 3749 zł, które przyszło mi za iPhone’a 11 zapłacić. Ten telefon jest horrendalnie źle wyceniony na tle potrafiącej o wiele, wiele więcej konkurencji. Tyle że… nie ma to żadnego 11 to prawdopodobnie najbardziej opłacalny iPhone w historii. Cena – choć wysoka – mieści się jeszcze w granicy rozsądku (nie to co iPhone 11 Pro), a to, co iPhone 11 oferuje w zamian, usatysfakcjonuje na oko 99,9999 proc. Użytkowników. Ten telefon nie wykazuje, jak do tej pory, żadnych istotnych wad. Nawet „ekran z masła” nie irytuje mnie na tyle, bym powiedział „nie kupujcie”.Zdaję sobie sprawę, iż wydając na telefon własne pieniądze jestem siłą rzeczy narażony na wpływ błędu kognitywnego, zwanego efektem wspierania decyzji. To przez niego nabywcy smartfonów Xiaomi uważają, że zrobili interes życia, a posiadacze iPhone’ów uważają, że Android jest dla jednak dostatecznie rozległe porównanie z innymi urządzeniami na rynku, by móc z całą stanowczością powiedzieć, że iPhone 11 to prawdopodobnie najlepszy telefon, jaki można nie potrafi najwięcej (tutaj wygrywa Note 10), obiektywnie ma fatalny stosunek jakości do ceny (tutaj wygrywają OnePlusy i Xiaomi), ale gdy tylko spojrzymy na iPhone’a 11 ponad jego ceną i surową specyfikacją, dojrzymy urządzenie kompletne, znakomite i perfekcyjnie… po dwóch miesiącach wiem jedno – wolę się nudzić z iPhone’em niż irytować z tańszym, ale niedopracowanym smartfonem konkurencji.

iphone 11 pro zdjecia